[Intro]
Życie w pętli, w trującej mgiełce, chcę przetrwać miarą łez
[Verse 1]
Zakłamanie na co dzień, niewinność w szeleście cieni
Brak sensu w promykach, pragnienie ciszy, w której nie ma krzyków
Tylko ona – wyzwolenie, z kajdan nałogu, z ulgą w ramionach nocy
Wszyscy odwracają wzrok, nie dziwię się ich dystansowi
Sam sobie jestem ciężarem, którego nie potrafię nosić
[Pre-Chorus]
Jeszcze chwilą urwaną filmem oddech planuję
Ale trudno umrzeć, gdy każdy oddech to kolejna raną
[Chorus]
Odwróć ten błąd, choć świat mówi «nie dam rady»
Wybierzem drogę, gdzie nie ma krzyków, tylko ja
Wyzwól mnie, proszę, z tych kajdan i złudzeń
Ocal mnie od siebie, choć to ból i łzy
[Verse 2]
W lustrze widzę cienią, która nie chce się poddać
Nadzieja wciąż mieszka, gdy film dnia znika w ciemności
Pragnienie wyjścia, jak długie światła na końcu tunelu
Ale każdy krok to ciężar, każdy oddech to wciąż noszowy dźwięk
[Bridge]
Jeśli nie ja, kto inny ma przynieść ten blask?
Jeśli nie tu, gdzie mam iść, by znowu móc oddychać bold
[Chorus]
Odwróć ten błąd, choć świat mówi «nie dam rady»
Wybierzem drogę, gdzie nie ma krzyków, tylko ja
Wyzwól mnie, proszę, z tych kajdan i złudzeń
Ocal mnie od siebie, choć to ból i łzy
[Outro]
Wciąż szukam światła, wciąż wersji siebie, która zostanie
Wierzę, że pewnego dnia zerwie kajdany, i zacznie żyć